home

The ebb and flow
Both inner serenity and external peace will be impossible if we seek to live in three temporal dimensions simultaneously – in the past, present and future. We regret what happened in the past and grow anxious of the aftermath those events may engender. We foster a multitude of hopes for the future or fear what it may bring. Most of our anxieties stem for the fact that we do not let our pasts and futures rest, or to put it more precisely, we do not want it. That which once was divided into past and future reverts to its primal form of the present, perpetual now.
Losing and regaining oneness with the world become attuned into a single rhythm. Everything lives, everything breathes and if we succeed in perceiving the complexity of things, we can make them more real. Action and its absence align themselves into a pulsating rhythm of change, akin to the sequence of ebb and tide. Each reciprocal influence exerted brings order, harmony, and quietude. The world we live in is replete with dualisms, it is an assortment of departures and returns, a continual loss of balance followed by its recovery. If it were not for the pulsations, if the world were perfect, devoid of tensions and conflicts, free from uncertainty, no resolutions would be possible. Time is an endlessly flowing stream, but it is also a factor which puts our ups and downs, our contradictions and realization into an orderly array.
Time also brings order to changes associated with growth and maturation alternating with stops and repose: One paints with time without painting – Czapski would say, for the mind needs to lie fallow as the soil does, while observation thus ceases to be an act of will, becoming a reflex, and then a second nature1.
Art, painting included, harbours a cure to all ailments. It is like a starry night. It awakens you to existence, to presence, to every single instant of life; it is a kind of dressing, a plaster applied to whatever hurts. It compels one to appreciate the body, the heart and the mind. In it, I wish to see joy and order.

pl

Odpływy i przypływy
Zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny pokój będzie niemożliwy, jeżeli będziemy usiłowali żyć równocześnie w trzech wymiarach czasu – w przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Żałujemy tego, co było w przeszłości, albo lękamy się skutków, jakie tamte zdarzenia mogą za sobą pociągnąć. Napełniamy się nadziejami odnośnie przyszłości albo się jej lękamy. Przeważająca część naszego niepokoju pochodzi stąd, że nie pozwalamy odpocząć naszej przeszłości i przyszłości, czy mówiąc precyzyjniej – nie chcemy tego. To, co kiedyś było podzielone na przeszłość i przyszłość, zwraca się na powrót do swej pierwotnej formy obecnego, wiecznego teraz.
Utrata i odzyskiwanie jedności ze światem zestraja się w jeden rytm. Wszystko żyje, wszystko oddycha, i jeśli dostrzeżemy złożoność rzeczy możemy uczynić je bardziej rzeczywistymi. Działanie i jego brak układa się w pulsujący rytm przemian jak odpływy i przypływy. Każde wzajemne oddziaływanie prowadzi do ładu i uspokojenia. Świat, w którym żyjemy pełen jest dualizmów, jest zestawem odejść i powrotów, nieustannej utraty równowagi i jej odzyskiwania. Gdyby nie te pulsacje, gdyby świat był doskonały, bez napięć i konfliktów, bez niepewności, nie byłoby możliwości rozstrzygnięć. Czas to niekończący się potok, ale czas to również czynnik porządkujący nasze wzloty i upadki, sprzeczności i urzeczywistnienia.
Czas to też porządkowanie zmian związanych z wzrostem i dojrzewaniem, postojem i odpoczynkiem: Czasem maluje się nie malując – powie Czapski, bo umysł jak ziemia potrzebuje odłogu, a obserwacja przestaje być wówczas wyłącznie aktem woli, staje się odruchem, potem zaś drugą naturą .
Sztuka, a w niej malarstwo, ma w sobie lekarstwo na wszystko. Jest jak rozgwieżdżona noc. Budzi do istnienia, do obecności, do każdej chwili życia, jest jak forma opatrunku, plaster na obolałe miejsca. Każe doceniać na nasze ciało, serce i umysł. Chcę widzieć w nim radość i porządek.